Kandydat PO na prezydenta Donald Tusk zapowiedział w debacie w TVN i TVN 24, że jeśli cokolwiek potwierdzi złe zachowania jego współpracowników będzie to oznaczało surowe konsekwencje.
Tusk był pytany o rolę Konstantego Miodowicza (PO) w sprawie byłej asystentki Włodzimierza Cimoszewicza Anny Jaruckiej.
Z kolei kandydat PiS Lech Kaczyński podkreślił, że jeśli wygra wybory "to sprawy dotyczące służb specjalnych i ich udziału w życiu politycznym, które tak fatalnie się zapisały w dziejach III RP zostaną do końca wyjaśnione".
Kaczyński pytany, czy Jacek Kurski powinien dostać jeszcze jedną szansę, odparł że Kurski został wykluczony z PiS, "chociaż jego czyn był podobny do czynów popełnianych po tamtej (sztabu Tuska) stronie". Natomiast Tusk zaznaczył, że złe słowo wypowiedziane przez takich ludzi jak Kurski może nie tylko ugodzić, ale też zepsuć poziom debaty publicznej. "Lepiej dla Polski, aby tego typu ludzie i tego typu sytuacje więcej się nie zdarzały" - dodał.
Lech Kaczyński powiedział, że poparcie Jerzego Urbana dla kandydata PO Donalda Tuska świadczy o tym, że prezydentura Kaczyńskiego jest dla redaktora naczelnego "Nie" bardziej niebezpieczna. Tusk odnosząc się do poparcia Urbana powiedział, że jeśli jego kandydaturę popiera połowa Polaków, to może się wśród nich znaleźć "zepsute jabłko".
Lider PO pytany o poparcie Urbana, który w tygodniku "Nie" oświadczył, że "z obrzydzeniem, ale będzie głosował na Tuska", powiedział, że nie przyjmuje tej deklaracji ani z radością, ani z obrzydzeniem.
Jak dodał, "nie chce dzielić Polaków", dlatego musi "z pokorą przyjąć informację, że wspierają go ludzie, z którymi nie ma i nie będzie miał nic wspólnego" lub których "nie darzy ani gramem sympatii".
Z kolei Lech Kaczyński powiedział, że Donald Tusk, jest po prostu dla Urbana "mniejszym złem". Według niego, m.in. od wyników wyborów prezydenckich zależy, czy "salon pana Urbana i jemu podobnych będzie miał jeszcze wpływ na polskie życie publiczne".
Tusk pytał o poparcie Andrzeja Leppera. Przypomniał Kaczyńskiemu jak kiedyś twierdził, że partię Leppera założyło SB. Pytał czy coś się zmieniło. Tusk przypomniał, że obaj dostali bliźniacze listy od Leppera. Jednak Tusk nie dostał poparcia Leppera, a Kaczyński tak. Tusk myślał, że razem będą tworzyć nową politykę, a nie będą się targować z Lepperem.
Kandydaci odnieśli się też, do tego, który z nich ma większe prawo do nazywania się spadkobiercą "Solidarności".
L.Kaczyński zaznaczył, że program "S" sprzed 25 lat nie był "programem skrajnego liberalnego eksperymentu". Kaczyński dodał też, że obaj kandydaci działali w opozycji, ale to on działał w najwyższych władzach "S".
Tusk powiedział natomiast, że do końca życia będzie dumny z tego, że jako młody człowiek miał odwagę przystąpić do ludzi organizujących strajk w stoczni gdańskiej, gdzie poznał m.in. Lecha Wałęsę.
"Nie mam zamiaru z nikim konkurować o to, kto ma większe prawo do dziedzictwa Solidarności" - podkreślił Tusk. "Nie będę się targować, wszyscy Polacy mają prawo do tego, by być dumnym z dziedzictwem Solidarności" - dodał.
Kandydat PO Donald Tusk zarzucił kandydatowi PiS Lechowi Kaczyńskiemu, że opowiadając się przeciwko temu, aby szef NBP Leszek Balcerowicz pełnił tę funkcję kolejną kadencję, dołączył do chóru Andrzeja Leppera. Kaczyński zapewnił, że jego opinia w sprawie Balcerowicza nie ma nic wspólnego z Lepperem i poparciem jakiego szef Samoobrony udzielił mu w II turze wyborów.
"Do chóru Balcerowicz musi odejść, którego dyrygentem był Lepper dołączył Lech Kaczyński. Teraz Lepper i Kaczyński mówią jednym głosem" - powiedział Tusk.
Według Kaczyńskiego, zarzut Tuska, iż mówi jednym głosem z Lepperem, to zabieg socjotechniczny. Jak zapewnił, gdyby go zapytano trzy, pięć lat temu, czy Balcerowicz powinien być prezesem NBP, to by jasno powiedział, że nie powinien. "Moja opinia nie ma nic wspólnego z Andrzejem Lepperem" - podkreślił.
Jak dodał, prezesem NBP powinien być człowiek który będzie odpowiadał za rozwój gospodarczy.
Tusk wezwał też Kaczyńskiego, aby złożył publiczne przyrzeczenie, iż PiS nie wybierze Leppera na wicemarszałka Sejmu. Kandydat PiS powiedział jednak, że nie może tego zrobić bo nie jest szefem partii.
Zarówno Kaczyński jak i Tusk pozytywnie ocenili rolę, jaką odegrał prezydent Aleksander Kwaśniewski podczas pomarańczowej rewolucji jesienią ubiegłego roku. Politycy nie odnieśli się bezpośrednio do pytania, czy Kwaśniewski powinien był za tę misję otrzymać pokojową Nagrodę Nobla.
Donald Tusk powiedział podsumowując czwartkową debatę, że Polska potrzebuje ludzi, którzy łączą, a nie dzielą, takich którzy potrafią zbudować zgodę wokół wspólnych celów i marzeń. Lech Kaczyński uważa, że jest osobą, która może spowodować, iż Polacy będą zadowoleni ze swojego kraju.
Obaj kandydaci zaapelowali o poparcie swojej kandydatury w II turze wyborów.
"W niedzielę każdy głos będzie ważny. Idźcie głosować w niedzielę i potraktujcie to głosowanie jako naszą wspólną szansę. To jest szansa na Polskę, o której wy marzycie i ja. Proszę was o ten głos" - powiedział Tusk.
Kaczyński zwrócił się o poparcie dla siebie - jak powiedział - z dwóch zasadniczych powodów. Zapewnił, że ma program naprawy państwa i program gospodarczy. Naprawa państwa, to - dodał uwolnienie go od "raka" korupcji i nadużyć, oraz odwrócenie państwa "twarzą do obywatela". Natomiast poprawa gospodarki to "praca dla rozwoju" poprzez zatrudnienie, ograniczenie bezrobocia.
Kandydat PiS podkreślił też, że ma odpowiednie doświadczenie, ponieważ pracował jako prezes NIK, minister sprawiedliwości i prezydent Warszawy. "Mam też wielkie doświadczenie w pracy społecznej w +Solidarności+. Wszędzie tam praca przynosiła wymierne efekty. Dlatego myślę, że potrafię pchnąć Polskę na drogę, która będzie prowadziła do tego, że będziemy z naszego kraju znacznie bardziej niż dzisiaj zadowoleni" - oświadczył.