Chodorkowski i Płaton Lebiediew są oskarżeni m.in. o niepłacenie podatków, przywłaszczenie powierzonego mienia, fałszowanie dokumentów, działanie na szkodę spółki i wejście w zmowę przestępczą. Grożą im kary do 10 lat więzienia. Obaj odrzucają oskarżenia, uważając je za sfabrykowane, a sam proces - za polityczny.
Przed gmachem sądu odbyła się pikieta, w której uczestniczyli zwolennicy i przeciwnicy Chodorkowskiego. Atmosfera była napięta. Dochodziło do utarczek słownych pomiędzy. Jeden z przeciwników byłego prezesa przekonywał, że biznesmen działał na szkodę państwa przywłaszczając sobie pieniądze, które mogłyby być spożytkowane na pensje. Jego zdaniem miliarderzy zniszczyli państwo.
Po godz. 14.00 milicja wezwała pikietujących do rozejścia się, ponieważ skończył się czas wyznaczony na manifestację. Tylko część osób odeszła. Funkcjonariusze OMON-u okrążyli stojących wciąż ludzi, stłoczyli ich w jednym miejscu i zaczęli wychwytywać z grupy pojedyncze osoby. Milicjanci umieszczali je w autobusach, które pojawiły się na ulicy. Doszło do przepychanek i szarpaniny.