W zatopionym po huraganie Katrina Nowym Orleanie rozpoczęto w piątek przymusową ewakuację pozostałych tam jeszcze mieszkańców. Władze twierdzą, że dalsze przebywanie w mieście stanowi zagrożenie dla życia.
Jak się szacuje, około 10 tys. ludzi odmawia opuszczenia Nowego Orleanu. Policja i wojsko zaczęły od konfiskowania broni, gdyż wiele osób zabarykadowało się w mieszkaniach i zagroziło, że będzie strzelać do ekip próbujących ich ewakuować. Odbiera się broń także tym, którzy mają na nią pozwolenie.
W czasie usuwania ludzi z domów dochodzi do dantejskich scen. Niektórzy błagają, by ich nie wywożono, inni powołują się na swoje prawa obywatelskie. Mówią, że nie zostawią swoich psów i kotów, i że boją się zostawiać domy na pastwę złodziei.
Inni próbują pertraktować z policjantami twierdząc, że mają dość żywności, wody pitnej, paliwa do samochodu, oraz psy do obrony, żeby przetrwać wiele tygodni i czuć się bezpiecznie.
Inni argumentują, że nie chcą stracić pracy w czynnych wciąż instytucjach i zakładach na przedmieściach Nowego Orleanu.
Boją się też przeprowadzki w nieznane okolice i mieszkania w motelach i schroniskach.
Władze ostrzegają jednak, że dalsze przebywanie w mieście grozi ciężkimi chorobami zakaźnymi. Woda bieżąca nadal nie nadaje się do picia, w większości miasta nie ma elektryczności.
W niektórych domach policja i wojsko znajdują tylko zwłoki. W piątek poinformowano, że ewakuowano już 80 procent pozostałych po powodzi mieszkańców. Woda, pompowana przez kilkanaście wielkich pomp, stale opada, ale w tempie tylko ok. 15 cm na dobę.
Pierwsze wyniki poszukiwań zwłok ofiar kataklizmu, który dotknął Nowy Orlean przed 12 dniami, wskazują, że śmierć poniosło znacznie mniej osób niż się obawiano - poinformował w piątek szef operacji ratunkowych w mieście Terry Ebbert.
Prawdopodobnie zginęło mniej osób niż przewidywane 10 tys.
Policja nie dopuszcza reporterów do relacjonowania operacji, ponieważ władze nie chcą, by rodziny ofiar, ewakuowane z miasta, mogły zobaczyć w telewizji swych zmarłych bliskich.